Wystawa Tempus fugit. O czasie i przemijaniu w Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie właśnie powoli dobiega końca. Nie ma bardziej potężnego i eksploatowanego przez twórców wszelkich gałęzi sztuki zagadnienia jak śmierć, przemijanie, pamięć, czas. Stworzenie wystawy, której motywem przewodnim byłby czas daje ogromne możliwości aranżacji takiego wydarzenia, ale i jest nie lada wyzwaniem. Wystawa w MCK nie wypływa na głębie sztuki podejmującej wątek czasu i przemijania, ale topi się w brodziku.

Wystawa grafiki porusza zagadnienie rozumienia czasu i przemijania w czasach nowożytnych. Na pokaz blisko 100 rycin składają się martwe natury, alegoryczne figury cnót i wad, obrazy ruin oraz serie portretowe mówiące o ulotności życia i nieuchronności końca – czytamy w opisie wystawy.

Pendant na podstawie

Tempus fugitWypadałoby jednak zaznaczyć, że jest to właściwie dosyć skromna pod względem prezentowanych prac wystawa. Składają się na nią niemal wyłącznie ryciny: miedzioryty, akwaforty, i to wcale nie Dürera czy Goyi. Wystawa jest skomponowana z dwóch części. W pierwszej zobaczymy dzieła wanitatywne charakterystyczne dla sztuki holenderskiej XVI w., alegorie śmierci i przemijania, a także symbole zniszczenia i nietrwałości. W drugiej części zostały umieszczone scenki rodzajowe oraz portrety dygnitarzy, polityków, działaczy i wojskowych z Wielkiej Brytanii i Francji pochodzące z różnych lat XVIII i XIX w. Prezentowane dzieła mają ukazywać czas jako dorastanie, dostosowywanie się człowieka do panujących mód. Mają być również symbolem przemian zachodzących w człowieku. Oprócz tego, że portery zgromadzone w stosunkowo dużej ilości nie prezentują wysokich walorów artystycznych, to jeszcze są one pendantami. Pendant to inaczej reprodukcja, praca stworzona na podstawie oryginału i tylko go udająca. Wiele z prezentowanych na wystawie obiektów to właśnie takie litograficzne odbitki.

Wystawa osobliwości

Najciekawsze w ekspozycji były miedzioryty przedstawiające martwe natury z atrybutami czasu i jego przemijania: obowiązkowa czaszka lub szkielet, cięte kwiaty i klepsydra lub zegar. Artyści niderlandzcy czy włoscy w późniejszych latach wykorzystywali również i inne motywy, ale te prace się tu nie znalazły. W pamięci pozostały jeszcze grafiki przedstawiające alegorie cnót, personifikację śmierci w postaci szkieletu w różnych konfiguracjach oraz romantyczne ryciny na podstawie „Ruin rzymskich” Giovanniego Battisty Piranesigo. Szczególnym zbiorem okazał się cykl rycin z przedstawieniami szkieletów zwierząt. Zostały one ukazane w zaskakujących pozach żywych okazów i w dawnych czasach miały pełnić nie tyle rolę naukową, co rozrywkową – były gromadzone w ówczesnych gabinetach osobliwości. Gwoli ścisłości dodam, że do ekspozycji dodano także prace współczesnych konceptualistów: Romana Opałki, Stanisława Dróżdża i Zygmunta Rytki.

Po tytule i opisie wystawy w krakowskim MCK można byłoby spodziewać się wspaniałych obrazów i rzeźb wielkich artystów lub równie doskonałych dzieł mniej znanych twórców. Pewnie każdego artystę łączy wspólny mianownik, jakim jest czas i przemijanie. Tymczasem zamiast poważnego tematu otrzymujemy bardzo skromny zbiór grafik, osobliwości oraz pendantów, czyli nawet nie oryginalnych prac. A do tego na początek, czyli jakby na rozbudzenie apetytu kilka XVI-wiecznych rycin z motywem vanitas. Szkoda, że apetyt nie został zaspokojony.

Wystawa jest współtworzona przez Bibliotekę Naukową PAU i PAN w Krakowie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *