Zapraszam do zapoznania się z relacją naszej korespondentki Magdaleny Smendy z kolejnej wystawy, tym razem Wrocław.

Wielkie nazwiska = wielkie doznania

Plakat_Picasso_Dali_Goya.Choć w naszym wrażliwym (tkliwym?) współczesnym świecie jest, na szczęście, coraz mniej miejsca na traktowanie zwierząt jedynie jako źródła rozrywki, nie sposób zapomnieć o tym, że przez wieki starcie: samotny człowiek na arenie versus nieokiełznana zwierzęca natura, było nie tyko źródłem rozrywki, ale także artystycznej inspiracji. Prawdopodobnie wrocławska wystawa to rzeczona płachta na byka dla obrońców praw zwierząt zerkających na wszystko przez okulary humanitaryzmu. Jednak z perspektywy miłośnika sztuki to nie lada gratka. Picasso, Dali, Goya. Tauromachia – walka byków w Muzeum Architektury we Wrocławiu przyciąga wielkimi nazwiskami klasyków, a ci nie zawodzą.

Walka z bykami według Goi

Genezy tytułowej walki byków można doszukiwać się na wschodzie, w Persji, skąd przywędrowała do Hiszpanii. Byk jako uosobienie mitycznej, ciemnej strony natury przyciągał na areny początkowo głównie niższe warstwy społeczne. Wśród ubogiej gawiedzi oklaskującej ówczesne gwiazdy aren – matadorów, na widowni znalazł się też Francisco de Goya y Lucientes (1746-1828). Hiszpański malarz, portrecista Bubonów, romantyczny rysownik, nie unika dramatycznych, emocjonalnych scen okaleczenia, wypadków na arenie. Na jego rycinach to byk częściej niż człowiek staje się stroną dominującą, turbując matadorów oraz nabijając na rogi pikinierów. Jego ofiarami stają się nawet widzowie. 40 zgromadzonych rycin przybliża także zapomniane później metody i techniki walki na arenie.

Byk od niechcenia

Wydaje się, że na przeciwległym biegunie plasuje się Salvador Dali (1904-1989), który dumnie ogłaszał „Surrealizm to ja!”. U tego artysty walki byków to temat poboczny i wydaje się, że nielicznymi działami o tej tematyce oddawał swoistą pańszczyznę swojemu hiszpańskiemu pochodzeniu. Operując czarną i czerwoną plamą barwną z łatwością przedstawiał zranione, cierpiące zwierzę. Co więcej farby olejne, odbijające światło, wywierają piorunujące wrażenie obecności świeżej, prawdziwej krwi (zwłaszcza Walka byków nr 1 z 1965 r.). Na szczęście to jedynie złudzenie, choć po ikonie sztuki awangardowej można spodziewać się wszystkiego. Dodatkowo zgromadzone na wystawie rzeźby Dalego pozwalają na czystą zabawę, grę wyobraźni (Nosorożec ubrany w koronki, Minotaur).

Picasso ponad wszystko

Mimo obecności Goyi i Dalego to Pablo Picasso (1881-1973) dominuje we Wrocławiu, i to nie tylko pod względem ilości zgromadzonych prac. Poczynając od akwatint wydawanych w paryskim atelier R. Lacouriera jako hommage dla matadora Jose Delgado, przez dzieła inspirowane literaturą (Carmen Prospera Mérimée), ryciny ze słynnej Suity Vollarda (nazwa od nazwiska kolekcjonera – Ambroise Vollarda) zniszczonej później przez samozwańczą grupę Wojowników Chrystusa Króla (brzmi znajomo?) w akcie zemsty za wspieranie przez Picassa republikanów w trakcie wojny domowej w Hiszpanii. Możemy również podziwiać dzieła będące metaforyczną ilustracją do utworu, nomen omen, Rogacz wspaniały, będące przykładem wyuzdanej erotyki. Litografie z cyklu A los Toros, pozornie oszczędne, po chwili wciągają oglądającego i bezbłędnie przekazują napięcie obecne na arenie.

Wystawa we Wrocławiu czynna jest do 16 listopada.

Nad tym bogactwem bezapelacyjnie góruje cykl Byki, będący lekcją kubizmu zawartą w zaledwie 11 obrazach. Artysta stosuje odwrotność zasady „od ogółu do szczegółu” i na naszych oczach „rozbiera” byka. Deformuje, pozbywa się zbędnych szczegółów, streszcza, minimalizuje, dąży do sedna, sprawdza, kiedy byk przestaje być bykiem, szuka elementów definicyjnych rzeczonego zwierzęcia. Obrazy są tak wyeksponowane, że możemy na powrót cofnąć się i nadać bykowi jego realny wygląd. Gdyby wystawa składała się jedynie z tego cyklu to wciąż byłaby warta zobaczenia.

Dodatkowo samo umiejscowienie muzeum w dawnym kościele bernardynów nadaje wszystkim zgromadzonym dziełom wyjątkowego charakteru. Karton do tapiserii Guernicy w miejscu ołtarza – bezcenne. Wystawa we Wrocławiu czynna jest jeszcze do 16 listopada. Obowiązkowy punkt na jeden z jesiennych weekendów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *