Mit GalicjiKluczem do trafnego przedstawienia jakiegokolwiek tematu jest ukazanie go z wielu, uzupełniających się perspektyw. Dzięki temu otrzymujemy komplementarny obraz zaskakujący nas swoją nieoczywistością. Ta sztuka w zupełności udała się twórcom wystawy „Mit Galicji” w MCK.

Na pierwszy rzut oka poraża ilość sal oraz zawartych w nich eksponatów (ponad 600), ale nie ma mowy o przypadkowości. Każda aranżacja powoli, fazowo odkrywa przed nami ową Galicję. Zwiedzający otwiera kolejne szuflady znaczeniowe i sam tworzy obraz, który pojawił się najpierw w głowie kuratorów. Obraz nie byle jaki.

Pierwsza część pokazuje nam tereny galicyjskie na przestrzeni wieków. Od Rusi Halicko-Włodzimierskiej, przez Królestwo Galicji i Lodomerii w kolejnych monarchiach, aż do Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej. Mimo zmiany nazw kolejnych tworów (pseudo)państwowych, miastem związanym nieodłącznie z tym terenem pozostaje Lwów. Caryca Katarzyna, pruscy Hohenzollernowie, austriaccy Habsburgowie – wszyscy dołożyli się do galicyjskiego tygla.

Następne sale wystawowe ukazują mit założycielski pozwalając nam spojrzeć przez soczewki czterech różnych narodowości. Od opowieści polskiej (od 1772 roku i utworzenia austriackiej okupacji, nadzieja na utworzenie państwowości z galicyjskich prochów),ukraińskiej, austriackiej (G. jako terre recuperatae, czyli ziemie odzyskane i traktowane niejako po macoszemu, w nieudolnym zastępstwie pożądanego Śląska) i żydowską (najciekawsza chyba odczytanie G. jako „Matki Izraela”, to z powodu silnej ortodoksji, mistycznego chasydyzmu i emancypacji Żydów na tym terenie).

Dalsze dzieje regionu były związane z planem reform Józefa II (niemal 70-letnie panowanie), który chciał ucywilizować tą ogromną powierzchnię. Z pozoru jałowa ziemia (tabula rasa) okazała się nośnikiem ogromnego zróżnicowania kulturowego, religijnego, etnicznego i językowego, co doskonale unaoczniają liczne fotografie przedstawiające typy ludowe. Ujednolicenie, przybierające postać austriackiej kolonizacji, polegające na narzuceniu systemu oświaty i administracji, miało swoją wysoką cenę. Pobrzmiewająca co rusz w „Weselu” Wyspiańskiego rabacja galicyjska to nic innego, jak sprowokowana przez władze cesarskie rzeź chłopów na szlachcie. Obecny na wystawie obraz Jana Nepomucena Lewickiego dobitnie pokazuje charakter tamtych wydarzeń. Jak to zwykle bywa, autorami okrutnej zemsty był lud dotychczas sam ciemiężony pańszczyzną.

Kolejno jesteśmy przeniesieni w zgoła odmienny krajobraz, tym razem G. jako „szczęśliwy kraj” . Długie panowanie Franciszka Józefa I i związany z tym rozwój gospodarczy, a nade wszystko budowa kolei żelaznej stanowiły impuls do rozwoju. Ostatecznie ukończona w 1884 roku Galicyjska Kolej Transwersalna pozwoliła na ożywienie miast (m. in. Krakowa), w połączeniu z nową konstytucją doszło do stworzenia nowoczesnej (jak na tamte czasy) monarchii z większą galicyjską autonomią. Wystawa nie pozwala nam jednak upajać się tą idylliczną krainą i natychmiast przeciwstawia tym sukcesom „galicyjską nędzę”. Z powodu ogromnej biedy nazwa Królestwo Galicji i Głodomerii nie pozostawiała złudzeń, co do sytuacji chłopów na tym terenie. Z drugiej jednak strony brak środków nie przeszkadzał artystom w stworzeniu swojego matecznika w Krakowie z elitarnym Zielonym Balonikiem na czele. Dzieła Kossaka, Axentowicza, Tetmajera, Karpińskiego, Malczewskiego obecne na wystawie nie dają o tym zapomnieć.

Koniec pierwszej wojny światowej oznaczał nie tylko kres wielkich dynastii, nową sytuację geopolityczną, ale także powstanie państw narodowych, nieszablonowe artystyczne środki wyrazu, a w końcu początek tkliwego postrzegania G. jako „mitycznej, nostalgicznej krainy”. Ten mit jest niestety głównie obecny dzisiaj w wydaniu komercyjnym, co zostaje doskonale obnażone na wystawie. Liczne eksponaty (dzieła sztuki, archiwalia, podłogi wyłożone mapami z okresu) oraz doskonała aranżacja wystawy sprawiają, że choć Galicja istniała jedynie 146 lat i nikt z nas nie może jej pamiętać, to kraina ta wydaje się dziwnie bliska….

„Mit Galicji” w MCK można odkrywać do 8 marca 2015 roku. Kto nie zdąży będzie musiał pofatygować się do Wiednia, gdzie ekspozycja będzie prezentowana w dalszej kolejności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *