Malczewski_Jacek_Feliks_JasienskiCałkiem niedawno w kilku miastach Polski odbyła się Noc Muzeów. W Krakowie z plakatów informujących o tym wydarzeniu spoglądała na przechodniów postać, którą sto lat temu w tym mieście znał każdy. Kim był człowiek, który sprawił, że Kraków stał się stolicą młodopolskiej i… japońskiej sztuki?

Gdyby nie on kolekcja Muzeum Narodowego w Krakowie byłaby o wiele skromniejsza. Ba! nie powstałby nawet jeden ze słynniejszych, krakowskich obiektów muzealnych, czyli Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha, który swą nazwę zawdzięcza właśnie Feliksowi Jasieńskiemu. To jego olbrzymia kolekcja zasiliła zbiory muzealne, a w 1980 roku Andrzej Wajda zainicjował stworzenie osobnego budynku, w którym pomieściłaby się japońska, spora część zgromadzonych przez Jasieńskiego dzieł.

Krokodyl na kołtuny

Feliks Jasieński był jednym z największych polskich kolekcjonerów, znawców i mecenasów sztuki. Był zafascynowany sztuką i kulturą Japońską, odbył liczne podróże po Europie, Egipcie i Azji Mniejszej, ale samej Japonii prawdopodobnie nigdy nie zwiedził. To nie przeszkodziło mu uważać tak twórców, jak i społeczeństwo Kraju Kwitnącej Wiśni za idealnych artystów, potrafiących poznać i docenić piękno. Jeden ze swoich literackich pseudonimów – Manggha – wziął się z cyklu prac Katsushikiego Hokusaia. Jasieński był także zadziornym krytykiem i recenzentem, który w swoich tekstach (pisał m.in. do „Chimery”) ostro walczył z przejawami drobnomieszczańskiego kołtuństwa i filisterskiego podejścia do sztuki. Jedna z licznych karykatur Jasieńskiego, tym razem autorstwa Leona Wyczółkowskiego, przedstawia go jako Crocodilusa Kołtunjadusa.

Przełomowym momentem w jego historii była wystawa japońskich zbiorów Jasieńskiego wystawiona w 1901 r. w warszawskiej Zachęcie. Odbiorcy oraz krytycy zawiedli Jasieńskiego, nie doceniając jego kolekcji. Wystawa została skrytykowana i ośmieszona, a Jasieński wywołując skandal porozwieszał w galerii tabliczki, głoszące m.in.: „Nie dla bydła”. Po tych wydarzeniach przeniósł się na stałe do Krakowa, stając się jedną z barwniejszych postaci epoki Młodej Polski. Jego mieszkanie na rogu Rynku i ulicy św. Jana, wypełnione po brzegi dziełami sztuki, odwiedzały nieustająco tłumy artystów i przyjaciół mecenasa. Podobno przy drzwiach wejściowych Jasieński miał zawiesić tekturową dłoń, którą należało uścisnąć i odejść, by nie przeszkadzać gospodarzowi. Oryginalna osobowość Mangghi oraz atmosfera przełomu XIX i XX wieku sprawiły, że wciąż na jego temat krąży wiele anegdot. Kiedy na łamach „Czasu” ktoś namiętnie skrytykował malarstwo żony Adama Łady-Cybulskiego, profesora Akademii Sztuk Pięknych, Jasieński postanowił zmazać obelgi i wyzwał w imieniu przyjaciela tajemniczego dziennikarza na pojedynek. Rzekomo miał nim być malarz Józef Mehoffer. W obronie honoru Cybulskiego/Jasieńskiego stanął Leon Wyczółkowski, który do walki stanął z ryngrafem z Matką Boską zawieszonym na obnażonej piersi. Pojedynek skończył się kilkoma uderzeniami szablą i pogodzeniem zwaśnionych stron. Wkrótce potem okazało się, że autorem krytyki wcale nie był Mehoffer, tylko niejaki Karol Frycz.

Jasieński na płótnach

Manggha przyjaźnił się z wieloma młodopolskimi artystami. Można go było spotkać wśród twórców kabaretu Zielony Balonik. Do grona jego najbliższych znajomych należał m.in. Leon Wyczółkowski, zwany pieszczotliwie „Wyczółem”. Jasieński zaciekle bronił dorobku schorowanego Stanisława Wyspiańskiego. Podobno to właśnie Jasieński stał za renowacją obrazu Władysława Podkowińskiego Szał uniesień, pociętego przez samego autora. Przyjaźnie z artystami zaowocowały licznymi portretami Mangghi. Jeden z najsłynniejszych został namalowany przez Jacka Malczewskiego. To właśnie z tego obrazu postać Jasieńskiego patrzącego en face na widza została przedrukowana na plakatach krakowskiej Nocy Muzeów. Na płótnie pędzla Malczewskiego Jasieński trzyma teczkę, zapewne portfolio, a po obu jego stronach śpiewają fauni. Na innym obrazie tego samego autora Manggha uwalnia z powrozów chochoła. Jasieńskiego portretował także Leon Wyczółkowski. To dzieło, na którym przyjaciel malarza gra na fisharmonii, a w tle widać rzeźbę Chrystusa na krzyżu. O tym obrazie Wyspiański miał przekornie powiedzieć, że wolałby, żeby Chrystus grał, a Jasieński wisiał. Na innym płótnie „Wyczóła” kolekcjoner siedzi na fotelu, ubrany we wzorzysty kaftan, w ręce trzymając barwny drzeworyt ze swojej kolekcji – jest to Rozpogodzenie po śnieżycy w Kameyama Utagawy Hiroshige. Kolejny portret pędzla Józefa Pankiewicza przedstawia podwojoną postać Jasieńskiego. Manggha siedzi przy fortepianie, a na połyskującym blacie instrumentu odbija się twarz grającego. Jasieńskiego portretowali także Olga Boznańska, Wojciech Weiss i wielu innych malarzy, nie mówiąc o autorach licznych karykatur.

Jasieński w bardzo ciekawy i bezkompromisowy sposób wchodził w posiadanie wielu dzieł, zwłaszcza współczesnych mu artystów. Mecenas po prostu zabierał bez pytania obrazy i przedmioty z pracowni artystów. Te kradzieże mogłyby wprawić niejednego artystę w złość, gdyby nie fakt, iż posiadanie jakiegoś dzieła w zbiorach Jasieńskiego było nobilitujące dla samego twórcy. Wybitny kolekcjoner swoje przepastne zbiory drzeworytów (ok. 5 tys.!), obrazów, ale także strojów i broni oraz sztuki modernistycznej przekazał kilka lat po skandalu w Zachęcie krakowskiemu Muzeum Narodowemu. Do dziś patrząc na niektóre dzieła i większość eksponatów z Mangghi podziwiamy kolekcję jednego człowieka – Feliksa Jasieńskiego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *