van MeegerenHan van Meegeren był tak dokładny i biegły w sztuce podrabiania Jana Vermeera, że nawet wybitni krytycy sztucy mieli problem z odkryciem fałszerstwa. Tak naprawdę nikt nigdy nie zdemaskował kopisty. To sam Meegeren przyznał się do fałszerstwa, wypowiadając słynne zdanie: „To ja jestem Vermeerem”. Jak tego doszło i co mają z tym wspólnego naziści?

Podrabianie Vermeera było dobrym posunięciem. Biografia Mistrza z Delft nie była dobrze znana, a sam malarz przez całe życie namalował zaledwie około 36 obrazów. Dzieł o tematyce biblijnej było w twórczości autora Dziewczyny z perłą niewiele, tak więc fałszerz śmiało mógł podjąć ten motyw. Przygotowania trwały pięć lat, po czym w 1938 roku powstał pierwszy podrobiony obraz: Uczniowie w Emaus. Krytycy, włącznie z ówczesnym guru koneserów sztuki Abrahamem Brediusem, uznali podróbkę za nieznane arcydzieło autorstwa Vermeera. Potwierdziły to również badania chemiczne, co świadczy o genialności van Meegerena. Obraz został sprzedany za niebagatelną kwotę pół miliona guldenów. Pozwoliło to fałszerzowi przez jakiś czas wieść dostatnie życie wypełnione morfiną, alkoholem i kobietami lekkich obyczajów. Kiedy fortuna nieco się uszczupliła, van Meegeren podrobił kilku innych malarzy, np.: Petera de Hoocha czy Franza Halsa.

W między czasie wybuchła II wojna światowa, która nie przeszkadzała fałszerzowi tworzyć nowe podróbki Vermeera. Namalował jeszcze 5 obrazów: Ostatnia wieczerza I, Ostatnia wieczerza II, Izaak błogosławiący Jakuba, Namaszczenie stóp oraz Chrystus i jawnogrzesznica. W tym czasie naziści konfiskowali dzieła wybitnych artystów, chcąc otworzyć muzeum Hitlera w Linzu. Wysoko cenili sobie malarstwo niderlandzkie, dlatego ostatnia podróbka Meegerena została sprzedana przez pośredników Göringowi. Za Chrystusa i jawnogrzesznicę fałszerz dostał 1,6 miliona guldenów. To dlatego Meegeren po wojnie został uznany za kolaboranta, handlującego dziełami sztuki z hitlerowcami. Został złapany w wyniku śledztwa alianckich sił, odzyskujących zrabowane płótna. Van Meegeren długo nie przyznawał się do winy, jednak więzienie oraz groźba stracenia go za współpracę z nazistami, sprawiły, że musiał on wyjaśnić całą sprawę. W końcu Meegeren nie sprzedał Göringowi nic cennego, bo tylko dobrą fałszywkę, a za kopiowanie z chęci zysku groziła kara pozbawienia wolności do jednego roku. Śledczy nie chcieli mu jednak uwierzyć. Doszło wówczas do niecodziennej sytuacji: Meegeren musiał namalować Młodego Chrystusa nauczającego w świątyni, tym razem w obecności przedstawicieli alianckiej komisji do spraw sztuki i dziennikarzy.

W trakcie procesu przyznano rację fałszerzowi, oczyszczając go z zarzutów o kolaborację i uznając go winnego fałszowania malarstwa Vermeera. Został skazany na rok więzienia. Meegeren oszukał wielu wybitnych krytyków i historyków sztuki, którzy długo potem nie potrafili ocenić, które obrazy są autentykami. Fałszerz wyprowadził w pole nawet nazistów i samego szefa Luftwaffe, wiodąc hulaszcze życie i zapisując się na kartach historii sztuki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *