Van GoghO Vincencie van Goghu słyszał chyba każdy. Ten słynny malarz, żyjący w XIX wieku, kojarzy nam się z nasyconymi barwą obrazami, impresjonizmem, ekspresją oraz niesamowicie żółtymi słonecznikami. Ci, którzy pobieżnie interesowali się jego biografią, wiedzą także, iż Vincent był człowiekiem neurotycznym, nieśmiałym, stronił od ludzi i lubił przebywać w samotności. Postać artysty kryje jednak znacznie głębsze tajemnice.

Vincent urodził się w 1853 roku w wiosce Groot-Zundert, jako syn pastora okolicznego Holenderskiego Kościoła Reformowanego. Chrześcijańskie wychowanie odcisnęło na nim duże piętno. Jako młody mężczyzna, Vincent próbował swoich sił jako mówca, wysłany przez rodziców na studia teologiczne do Amsterdamu. Niestety, ówcześni duchowni uznali, że młodzieniec nie nadaje się na kaznodzieję i Van Gogh nie zdał egzaminu. Rozczarowany, niespełniony i smutny mężczyzna stracił nadzieję, że wypełni swe ambicje duszpasterskie. W międzyczasie nieustannie ciągnęło go do malarstwa i często wychodził na łono natury, przenosząc na płótno wszystko, co przykuło jego uwagę – głównie krajobraz i ludzi pracujących w polu.

Życie Vincenta pełne było dramatycznych zwrotów akcji i niespodziewanych sytuacji. Okazało się, że młodzieniec rychło dostał drugą szansę, aby spełnić marzenia o karierze kaznodziei. W styczniu 1879 roku Van Gogh otrzymał tymczasową posadę misjonarza w górniczej wiosce Petit Wasmes, znajdującej się w okręgu Borinage w Belgii. Kiedy górnicy wychodzili do pracy, Vincent malował albo chodził od domu do domu i rozmawiał z ich żonami, dowiadując się wszystkiego na temat życia w tamtejszych warunkach. W Borinage panowała bieda, rodziny żywiły się kaszą i ziemniakami, a górnicy wychodzili do kopalni o świcie, a wracali o zmierzchu. Vincenta bardzo poruszył widok wiecznie zmęczonych, smutnych ludzi, którzy żyli z dnia na dzień, nie wiedząc, czy następnego dnia wystarczy im zapasów jedzenia. Próbował więc przemawiać do nich, namawiając, aby nawrócili się do Boga. Członkowie lokalnego społeczeństwa nie chcieli jednak słuchać duszpasterza i praca Vincenta nie przynosiła wielkich rezultatów. Początkujący artysta, zajmując się w ciągu dnia malowaniem kobiet pracujących w polu, albo górników wracających z kopalni o zmierzchu, zastanawiał się, jak sprawić, by oporni wieśniacy otworzyli przed nim serca.

Pewnego dnia Van Gogh doznał olśnienia: powinien być taki jaki oni! Jako jedyny dorosły mężczyzna, Vincent nie pracował w kopalni; nie był więc umazany sadzą, jego dłonie były delikatne i białe. Bez zastanowienia podszedł do najbliższego kopca z węglem i zaczął nim brudzić ręce i rozsmarowywać czarny osad na twarzy. Kiedy wieczorem udał się na nabożeństwo, był zdumiony. Na twarzach ludzi widać było skupienie. Oni go słuchali! Zaufali mu, ponieważ stał się jednym z nich.

Jednak wygląd górnika nie nasycił wystarczająco ambicji Vincenta. Chciał jeszcze bardziej upodobnić się do wieśniaków, aby do nich dotrzeć i zbawić ich dusze. Postanowił więc żyć, tak jak oni, w skrajnym ubóstwie. Jadł kaszę, spał na ziemi, a w zimie kończyny drętwiały mu z zimna. Jednak kiedy zyskał już serca górniczej ludności, doszły do niego wiadomości od władz kościelnych. Hierarchowie wydali decyzję o zwolnieniu go, ponieważ Van Gogh, żyjąc w skrajnym ubóstwie, naruszał godność funkcji kapłańskiej. Mężczyzna, już wcześniej znajdując się w depresji z powodu wydarzeń w życiu prywatnym, załamał się całkowicie i raz na zawsze uznał, że Boga nie ma, a on sam już nigdy więcej nie będzie zajmował się chrześcijańską posługą.

Obraz Van Gogha jako pastora z pewnością dla wielu jest czymś nieprawdopodobnym. Co prawda nie jest niczym dziwnym, że w życiu wielkich artystów mają miejsce różne niekiedy nieprawdopodobne wydarzenia. To one kształtują ich charaktery, wpływają na osobowość – zazwyczaj porywczą, neurotyczną albo – tak jak w przypadku Vincenta – szaleńczą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *