Był jednym z najwybitniejszych przedstawicieli Prerafaelitów.  John Maler Collier został zapamiętany przede wszystkim jako znakomity portrecista. Bardzo możliwe, iż najznakomitszy w swoim pokoleniu. Na taką ocenę zasłużył sobie przede wszystkim faktem, iż jak nikt inny, przyciągał do swojej pracowni wybitnych przedstawicieli swojej epoki, marzących o tym, aby ich wizerunki uwiecznił właśnie on.

Gdyby stworzyć listę sław końca XIX i początku XX wieku, których portrety powstały dzięki niezwykle pewnej i dobrze wyszkolonej dłoni oraz ponadprzeciętnej zdolności uchwycenia podobieństwa, byłaby ona dłuższa, niż jest sens przywoływać. Nie zabrakłoby na niej brytyjskiej arystokracji – Collier namalował między innymi Księcia Yorku, który nieco później stał się królem Jerzym V, a także Księcia Walii, znanego nieco później jako król Edward VIII. Sporo znaleźć można także polityków oraz artystów – w tym choćby znakomitego pisarza Rudyarda Kiplinga, niezapomnianej aktorki, Ellen Terry, czy znakomitości świata nauki: Karola Darwina oraz chyba jednej z najważniejszych osób w życiu Colliera, Thomasa Henry’ego Huxleya.

Z tym ostatnim Colliera łączył dość niezwykła zażyłość. Arysta ożenił się bowiem z dwoma córkami tego doskonale znanego biologa, nazywanego niekiedy pieszczotliwe „Buldogiem Darwina”. Marian, zwana Mady, czyli pierwsza żona artysty, tak jak i on zajmowała się przede wszystkim malarstwem. Z sukcesami – jej obrazy wystawiano choćby w prestiżowej Royal Academy. Niestety, po urodzeniu ich córki, zapadła na poważną depresję poporodową, która w efekcie doprowadziła do jej hospitalizacji i śmierci z powodu powikłań po zapaleniu płuc. Dziesięć lat po pierwszym ślubie, Collier znów stanął na kobiercu, tym razem wiążąc się z Ethel Huxley. Co ciekawe, w okresie tym w Anglii funkcjonowały przepisy prawne zakazujące małżeństw z siostrą zmarłej żony, dlatego też drugi ślub Colliera odbył się w Norwegii. I gdyby to było mało związków z Huxleyami, Collier miał być także w zażyłej, wręcz „intymnej” przyjaźni, z Leonardem Huxleyem – synem Thomasa oraz pisarzem.

Choć Collier dziś oceniany jest jako malarz, którego „ruchy pędzlem są raczej mało ekscytujące, a używanie farby płaskie”, jak pisał Geoffrey Ashton, tak jego zdolność operowania kolorem, czucie go i wykorzystywanie do tego, aby stworzyć wizerunki niezwykle realistyczne zasługują na ogromne uznanie. Portrety Colliera zachwycają – udało mu się w nich przekazać znacznie więcej, niż tylko prawdziwe rysy twarzy. Zamknął w nich bowiem charakter swojego modela, nadając obrazom nastrój mówiący więcej, niż fotograficzna zgodność z rzeczywistością.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *