Vincent Van Gogh to artysta tak samo znany z powodu swojej wyprzedzającej epokę twórczości, jak i tragicznej biografii. Twórczość powstała w cieniu zmagań z chorobą psychiczną, która ostatecznie doprowadziła malarza do samobójczej śmierci, stała się kanwą filmów – jak choćby niezwykłego projektu Loving Vincent, pierwszej na świecie pełnometrażowej animacji malarskiej – książek, a nawet serialowych epizodów. Dramat Van Gogha jest także tematem najnowszej wystawy amsterdamskiego muzeum jego imienia.
projekt Loving VincentNajnowsze wyniki badań dotyczących choroby tego znakomitego acz niedocenianego przez jemu współczesnych, malarza od 15 lipca podziwiać można na wystawie pt. Na granicy szaleństwa, prezentowanej w Muzeum van Gogha. Jej zadaniem jest przybliżenie widzom samej choroby, pomoc w jej zrozumieniu oraz prześledzeniu zmian jakie powodowała w życiu artysty. Wśród eksponatów znaleźć można m.in. notatkę lekarza Felixa Rey’a z rysunkiem ucha malarza, którą sporządził po tym jak w 1888 odciął je sobie w napadzie halucynacji. Jest także rewolwer, którym 29 lipca 1891 roku Van Gogh uwolnił się od bólu, halucynacji i biedy.

Materiały, które znalazły się na najnowszej wystawie, pochodzą z archiwum amerykańskiej biblioteki Bancroft w Kalifornii. Zostały odkryte przez pisarkę, Bernadette Murphy, która na potrzeby powstającej biografii Vincenta van Gogha, zbadała ostatni z etapów jego życia.

Tajemnicą wciąż jednak pozostanie diagnoza choroby, na którą mógł cierpieć malarz. Cześć biografów stawia na jakąś postać epilepsji – przewlekłego zaburzenia neurologicznego, mniej jednak poważnego od domniemanej przez innych schizofrenii. Inni podejrzewają o zaburzenia związane z uzależnieniem od alkoholu czy też syfilisem, zatrucie toksynami, a także chorobę Méniere’a, czyli rzadkie schorzenie błędnika objawiające się zawrotami głowy i szumami w uszach. Jedna z najnowszych teorii głosi, iż Van Gogh cierpiał na porfirię ostrą przerywaną (AIP), genetyczne schorzenie związane zaburzeniem biosyntezy hemu. O jej powadze niechaj świadczy lista objawów: silne bóle brzucha, nudności, wymioty, wzdęcia, zaparcia, biegunka, niepokój, bezsenność, depresja, dezorientacja, halucynacje wzrokowe lub słuchowe, agresywność, impulsywne zachowanie, obniżony nastrój oraz nawet w skrajnych przypadkach próby samobójcze.

Co spowodowało śmierć jednego z najznakomitszych artystów XIX wieku – zapewne nigdy się nie dowiemy. Wiemy natomiast, iż cierpiał okrutnie. Podczas hospitalizacji w Arles, dyrektor szpitala opisał jego stan następująco:

„Pacjent, na ogół spokojny, podczas pobytu w ośrodku doświadczył szeregu gwałtownych ataków trwających od tygodnia do miesiąca. Podczas ataków przeżywał straszne lęki i niepokoje; kilkakrotnie próbował się otruć, połykając farby lub pijąc podkradaną naftę. (…) Pomiędzy atakami był absolutnie spokojny i poświęcał się całkowicie malowaniu.”

Nie zapominając więc o okrutnej chorobie niszczącej rok po roku życie Van Gogha, pamiętajmy jednak przede wszystkim o jego malarstwie – jemu przynosiło ono spokój i ukojenie, nam natomiast prawdziwe artystyczną ekstazę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *