Jean-Léon Gérôme, urodzony w latach dwudziestych XIX wieku i zmarły na początku XX w. to malarz, o którym łatwo zapomnieć. W erze, której oszałamiającą karierę robili impresjoniści, manifestujący odrzucenie sztywnego realizmu i idealizmu sztuki akademickiej, on pozostał przy malarstwie monumentalnym, wręcz teatralnym. Pozostał w świecie posągowych postaci, umieszczonych w udramatyzowanych scenach i otoczeniu żywcem wyjętym ze sztuki antycznej. I choć często uznawany jest za malarza od którego wieje „estetyczna nuda”, jak twierdził Waldemar Łysiak w swoim „Malarstwie białego człowieka”, dał się poznać za sprawą…nagości.

Gerome Slave Aukcja niewolników
źródło: http://www.art-puzzle.pl/

Myśląc o obrazach Gérôme’a, zazwyczaj przywołujemy heroiczne stylizacje historyczne lub orientalne, nawiązujące do podróży, które malarz odbył m.in. do Egiptu i innych krajów arabskich północnej Afryki. Orientalizm i twardy, wręcz nieprzejednany akademizm to słuszne skojarzenia – jego płótna ze scenami egzotycznych haremów wydają się jednak tylko tłem, do motywu znacznie bardziej intrygującego. Motywu nagiej, upodlonej kobiety. Poświęcił mu kilka dzieł, które wydają się do siebie niezwykle podobne – „Fryne przed areopagiem”, „Sprzedawana niewolnica”, „Na targu niewolników w Rzymie”, „Licytacja niewolnicy” i ten bodaj najbardziej przejmujący: „Targ niewolników”.

Co łączy wszystkie te obrazy? Przede wszystkim interesująca sztuczka konfiguracyjna, polegająca na zestawieniu idealnie pięknej, posągowej i całkowicie nagiej postaci kobiety z gromadą epatujących lubieżnością starców, wpatrzonych w nieskazitelne damskie ciało. Ten mocny kontrast między nagimi kobietami i mężczyznami ubranymi w barwne udrapowane szaty robi oszałamiające wrażenie – wymuszona nagość Fryne i obserwowanych z lubieżnym zadowoleniem niewolnic jest wręcz bolesna, trudna do zaakceptowania. Oczy zasłonięte w geście pełnego rozpaczy wstydu tak bardzo różni je przecież od klasycznych Wenus, które urodę swą i nagość wręcz celebrowały. Te wydają się pod nią załamywać.

I być może właśnie o to chodziło malarzowi – ta niemalże krytopornografia, choć stworzona w wieku XIX i pokazująca światy pozornie tylko nam odległe, zdaje się być obrazem ponadczasowym i uniwersalny. Wstyd kobiety zdaje się bowiem nie przemijać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *