Zbliżający się listopad to czas wspomnień i zadumy, którą warto obdarować tak osoby bliskie, jak i nieznane. Nieznane, choć z jakiegoś powodu nam bliskie. Takie, jak Alfred Sisley, którego 178 rocznicę urodzin wspominamy 30 października.

Ten doskonały impresjonista – wierny zresztą stylowi do końca swojego życia, urodził się w rodzinie kochającej sztukę. A jednak, młody Sisley miał zostać specjalistą w handlu – jego rodzice doskonale przygotowywali syna do odpowiedzialnego zawodu. Alfred wybrał jednak inną drogę. Po czterech latach spędzonych w Londynie zdecydował się powrócić do rodzinnego Paryża, gdzie zaczął kształcić swoje malarskie umiejętności. Choć w pracowni malarza Charlesa Gleyre’a znalazł swoje przeznaczenie, opuścił ją kiedy tylko poznał pierwszych impresjonistów: Moneta, Renoira i Bazille’a.

Sztuka Sisleya była ucieleśnieniem impresjonistycznego manifestu. Tak jak wielki twórca nurtu, Cloude Monet, koncentrował się on przede wszystkim na pejzażach oraz przedstawieniach przyrody. Sławę zdobył dzięki obrazom Barki na kanale Saint-Martin w Paryżu oraz Widok na kanał Saint-Martin, choć nigdy nie zdobył takiego uznania jak jego bardziej znani koledzy. A szkoda – wypracował on charakterystyczny dla siebie styl, odważnie porzucający szczegóły, przy którym wytrwał do końca swych artystycznych dni.

Jednym z ulubionych tematów Sisleya byłą gwałtowny żywioł przyrody. Kochał malować zimowe i jesienne krajobrazy, w których najlepiej był w stanie przekazać atmosferę jego sztuki – nawiązującej w swym charakterze do znakomitych angielskich pejzażystów, Constable’a czy Rurnera. Malował głównie podparyskie wioski oraz okolice stolicy Francji.

Stawiał na konstrukcję obrazu, a jego przedstawienia z czasem zyskują coraz bardziej umowną formę. To najbardziej różniło go od Moneta, tak bardzo zafascynowanego grą światłem i tym, jak zmienić może on dokładnie ten sam widok.

Impresjonizmowi pozostał zawsze wierny. Nie potrzebował eksperymentów, nowości, zmian. Swoje malarstwo odnalazł w krajobrazie swoich rodzinnych stron. I wreszcie doczekał się odpowiedniego uznania. Niestety – już po śmierci.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *