BeksińskiPrzed nami listopad, czyli czas, w którym ze względu na jesienną aurę, czy przez to, że miesiąc rozpoczyna się od Święta Zmarłych, jakoś częściej skłaniamy się do rozmyślań. Wystawa tego malarza zakończyła się już kilka dni temu, ale teraz nadszedł właściwy moment, by o niej opowiedzieć. W Krakowie w gościliśmy Zdzisława Beksińskiego.

O wystawie.

Dużym minusem ekspozycji był brak podpisów pod obrazami. Nawet jeśli autor nie nadawał tytułów pracom, to warto chociaż byłoby odnotować ten fakt, podając również rok powstania i technikę. Z dziwnych względów w Nowohuckim Centrum Kultury (dlaczego nie zajęło się tym MN?) zrezygnowano z tego elementarza kuratorskiego. Zaskoczeniem było także to, iż wystawa rozpoczynała się w korytarzu przy szatni. Sposób, w jaki potraktowana została sztuka Beksińskiego dowodzi, jak wciąż wokół tego malarza nagromadziło się sprzecznych opinii.

Z drugiej strony trzeba przyznać, że kuratorzy wybrali dzieła i zaaranżowali chronologiczny kierunek zwiedzania tak, by można było zwrócić uwagę na przemiany w twórczości Beksińskiego. Tym samym dowiadujemy się więcej o malarstwie „autora jednego obrazu”. Zaczynał od inspiracji wojenno-obozowych. Na jednym z obrazów widzimy w zaburzonej perspektywie żołnierza stojącego przed szeregiem więźniów. Inny obraz z charakterystycznymi pęknięciami, przypominającymi podłużne dziuple, wygląda, jakby był stworzony przez Andrzeja Wróblewskiego. Nic dziwnego – nauczycielką Beksińskiego w szkole plastycznej była matka Wróblewskiego.

Zniewolony wyobraźnią.

Dalej możemy zauważyć coraz więcej prac, przedstawiających dziwne postacie, tajemnicze portrety humanoidalnych stworzeń. Z czasem kształtuje się także warsztat twórcy. Kolejne prace stają się coraz bardziej fantastyczne, aż do punktu kulminacyjnego, czyli etapu fantastycznego. Jest to z jednej strony najbardziej znany moment w pracy twórczej artysty, z drugiej najbardziej kontrowersyjny. Beksińskiemu zarzucano, np. kicz lub wtórny symbolizm (porównując do Böcklina). Rzeczywiście na niektórych obrazach ilość użytych symboli, przedmiotów o bardzo silnym ładunku semantycznym, może sprawiać wrażenie przesadzonych, wyolbrzymionych. Zwłaszcza, że rejestr tych prac został już podwyższony przez mroczną scenerię, aurę, tematykę. Jedno jest pewne: nawet obok tych dzieł nie da się przejść obojętnie, one przykuwają wzrok. Warsztat, to kwestia warsztatu. Beksiński czyni to świadomie, dobierając nasycone kolory, mnożąc niepokojące figury i apokaliptyczne pejzaże. Zwróćmy kiedyś uwagę, ile malarz przedstawił na obrazach dłoni, a jak wiadomo, ręka jest najtrudniejsza do przedstawienia.

Prace dojrzałe.

Kolejny etap w jego twórczości to swoista konsolacja, wyciszenie etapu fantastycznego. Wciąż spotykamy się z elementami niesamowitymi, ale przy użyciu innej tonacji. Mniej jest środków wyrazu, są one bardziej przemyślane i dojrzałe. Więcej tu prac z pojedynczymi figurami, np. portrety zniekształconych twarzy, które przypominają kamienie. Co jednak nie powstaje kosztem siły wyrazu. Skromniejsze prace z ostatniego etapu twórczości, przerwanej przez tragiczną śmierć, również sięgają do tajemnych pokładów ludzkiego umysłu. Skąd w nas bierze się fascynacja brzydotą, deformacją, innością i makabrą? Beksiński potrafi sięgnąć swoimi dziełami do pokładów lęku w naszych umysłach, których nie chcielibyśmy wyprowadzać na światło dzienne.

Mam wrażenie, że Beksiński nie był dość dobrze doceniony i zauważony w krajowym obiegu sztuki, a to źle. Jego twórczość powinna być naszym towarem eksportowym. Beksiński to polski Salvador Dali.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *