Gdyby William Szekspir mógł wybrać sobie malarzy, którzy najpiękniej oddawali atmosferę jego dzieł, z całą pewnością wskazałby na grupę prerafaelitów. Ci studenci The Royal Academy of Art swoją sztuką głośno protestowali przeciwko akademickiej sztuce okresu wiktoriańskiego, w której brakowało emocji i przesłania. Odwołując się do wczesnych lat Renesansu, uważali, że sztuka to nie tylko popis talentu oraz techniki, ale także medium, które ma nieść przesłanie. I przesłanie to nierzadko znajdowali w dramatach wspomnianego Szekspira, a jednym z najpiękniejszych tego przykładów jest obraz Ofelia stworzony przez jednego z założycieli grupy – Jona Everetta Millaisa.

Nikomu, kto choć odrobinę zna literaturę piękną, Ofelii nie trzeba przedstawiać. To oczywiście jedna z najtragiczniejszych postaci ze wszystkich tragedii Barda. Bohaterka „Hamleta”, nieszczęśliwe kochająca duńskiego księcia, dotknięta szaleństwem, swoje życie zakończyła tonąć w strumieniu. Choć scena ta nie została opisana przez Szekspira, a jedynie opowiadają o niej inni bohaterowie sztuki, stała się jednym z bardziej inspirujących motywów sztuki światowej. Ofelia miała bowiem wpaść do strumienia podczas zrywania kwiatów, a tonąc nie przestawała śpiewać.

Nic dziwnego, iż Millais zdecydował się scenę śmierci pięknej Ofelii przenieść na płótno – niosła ona ładunek emocji, który idealnie wpisywał się w manifest artystyczny malarza. Z powstaniem obrazu wiążę się zresztą interesująca historia, pokazująca iż sztuka może szkodzić…modelkom. Millais zdecydował się bowiem na połączenie techniki malowania w plenerze oraz atelier. Na zewnątrz malował bujną przyrodę, w studio zaś dopracował portret kobiety. Pomagała mu przy tym Elizabeth Siddal, przyszła żona Dane Gabriela Rossettiego, przyjaciela artysty. Miała ona pozować zanurzona w wannie z wodą i ubrana w piękną, strojną suknię widoczną na obrazie. Niestety, długie godziny spędzone w wodzie spowodowały iż dziewczyna zachorowała, a to z kolei wywołało wściekłość jej ojca, który oczekiwał, iż Millais zapłaci za leczenie modelki.

Jak przystało na prerafaelitę, Jon Everett Millais w swoim obrazie ukrył wiele symboli. Są to przede wszystkim rośliny otaczające umierającą Ofelię. Z jednej strony wierzba płacząca, która musi przywoływać na myśl dramat niespełnionej miłości, z drugiej zaś liczne kwiaty, wymienione zresztą w dramacie Szekspira. Niewinne stokrotki, wierne i czyste fiołki podkreślają tylko tragiczny los młodej kobiety. Millais zdecydował się Ofelię otoczyć prawdziwym gąszczem roślin i dywanem kwiatów, których dzikość jest odbiciem szaleństwa bohaterki. Co ciekawe, wielu specjalistów w roślinności dopatruje się także ukrytego przedstawienia czaszki, która ma być symbolem nieuchronnej śmierci.

Szekspir patrząc na to dzieło z całą odnalazłby w nim to, co sam chciał powiedzieć swoją sztuką. To, że grzechy rzucają długie cienie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *