Alfonsa Muchy nikomu, kto choć trochę kocha sztukę, przedstawiać nie trzeba. Ten wybitny czeski grafik i malarz ma dziś na świecie rzesze fanów. I trudno się temu dziwić – elegancki, a zarazem pełen słowiańskiego wigoru styl prażanina trudny jest nie tylko do pomylenia, ale wręcz niemożliwy do zapomnienia. Bogata symbolika i jeszcze bogatsze zdobienia wyróżniają go nawet na tle artystów secesyjnych końca wieku.

źródło: http://www.art-puzzle.pl

Mucha był jednak nie tylko uznanym malarzem, ale także prawdziwym mistrzem grafiki i litografii. Spod jego ręki wychodziły liczne projekty tworzone na zamówienia: menu restauracyjne, plakaty teatralne, kalendarze oraz okładki czasopism. W jego dorobku nie brakuje jednak także bardziej wymagających projektów – wraz z przeprowadzką do nowej pracowni, zaczął on tworzyć serie graficzne, tzw. panneaux décoratifs. Są to obrazy drukowane na jedwabiu, składające się z kilku różnych grafik połączonych jednym tematem przewodnim. I jednym z najdoskonalszych przykładów tego, jak dobrze Mucha radził sobie z tym medium, jest cykl Cztery pory roku.

Cztery pory roku powstały w 1896 roku i podobnie jak w przypadku większości paneli dekoracyjnych, stworzone zostały na potrzeby kolekcjonerów, ceniących sobie ozdobne grafiki Muchy. Ten przepiękny cykl, w którym każda postać kobieca uosabiającą jedną z pór roku różni się od siebie i stworzona została w innym celu, zostały wydrukowane na japońskim papierze w Paryżu, a następnie osobno oprawione. Przyglądając się bohaterkom grafik uwagę zwracają przede wszystkim charaktery każdej z pór roku – wiosna pełna niewinności i delikatnego, wręcz świeżego uroku, uwodzące, zalotne lato, które zdaje się mieć wiele do zaoferowania, pełna jesień, szczęśliwa i dojrzała oraz mroźna zima, która ukrywa przed nami swoje najskrytsze tajemnice.

Litografie te kilka lat emu trafiły na licytację w prestiżowym domu aukcyjnym Bonhams. Estymacja ceny tego fascynującego zbioru litografii wahała się od 60 do 80 tysięcy dolarów. I ten, kto zdecydował się za nie zapłacić najwięcej, z całą pewnością wrócił do domu szczęśliwszym człowiekiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *