Kiedy na ostatniej, ósmej wystawie impresjonistów, oczarowany nimi George Seurat wystawił swój obraz – Niedzielne popołudnie na wyspie Grande Jatte, zapewne nie spodziewał się reakcji jaką wywoła. Ten niezwykle istotny z punktu widzenia historii sztuki artysta, zafascynowany kolorami i tym jak zlewają się ze sobą, został zdruzgotany krytyką jego nowatorskiej techniki malarskiej. Nazywając ją kpiarsko „pointyzmem”, czyli „kropkowaniem” na lata ustawili Seurat w szeregu mało znaczących malarzy. W końcu jednak został doceniony – szczególnie za niezwykłe dzieło, tak niegdyś krytykowane.

Niedzielne popołudnie na wyspie Grande Jatte to sielanka wyższych sfer Paryża. Na wysepce położonej na Sekwanie rozwijało się bujne życie tej bogatszej części francuskiego społeczeństwa – ci którzy mogli sobie na to pozwolić, uciekali przed dusznym miastem i swoje piękne stroje i ekstrawaganckie zainteresowania prezentowali w otoczeniu wiejskiej przyrody. Pozornie, obraz Seurat właśnie to pokazuje – defiladę pięknie przyodzianych dam i nie mniej eleganckich dżentelmenów. Pozornie, bowiem jak twierdzą specjaliści, dzieło to czytać można nieco mniej dosadnie.

Niedzielne popołudnieMiliony drobnych punkcików, przemieniające się w „placki” kolorów tworzące ponad czterdzieści posągowych, pozbawionych rysów twarzy postaci, to coś więcej niż idylla letniego popołudnia. Wśród spacerowiczów i osób bawiących się nad brzegiem rzeki dopatrzeć można się takich, które ukrywają – choć może niezbyt dobrze – pewną tajemnicę.

Grand Jatte nie była zwyczajną wysepką, ukochaną przez paryżan. Była miejscem, gdzie uciec można było nie tylko przed tłumem, ale także znaleźć uciechę. Wszelaką. Słynęła bowiem z całkowitej, niczym nie spętanej swobody obyczajów oraz rozpusty – można by więc ją śmiało nazwać ówczesną dzielnicą „czerwonych latarni”. I choć dla wszystkich w owym czasie było całkowicie jasne, iż w miejscu tym roi się od kobiet lekkich obyczajów, te nie mogły całkowicie swobodnie reklamować się wśród weekendowych mieszkańców Grande Jatte – swoje usługi musiały więc prezentować w formie nieco zawoalowanej. I tak, prostytutki na obrazie ukrył także sam Seurat – w postaci ekscentrycznej damy z małpką na smyczy – wszakże panie do towarzystwa wyróżniały się wtedy niezwykłą ekstrawagancją. A także w zastanawiającej pannie łowiącej ryby, która to łowić próbowała zapewne zdecydowanie inną zwierzynę.

Obraz Seurat, tak niesłusznie krytykowany i obśmiewany przez mu współczesnych, to coś więcej niż próba nowatorskiej techniki malarskiej. To kolejny krok w tworzeniu sztuki nieoczywistej, pełnej ukrytych znaczeń i symboli. I właśnie za to tak kochamy dziś sztukę tego niedocenianego neoimpresjonisty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *