Cierpiąca matka trzyma w ramionach pokiereszowane ciało nieludzko skatowanego, jedynego syna. O takie scenie można powiedzieć wiele, ale nie to, że jest doskonała, harmonijna, nieziemsko piękna. No chyba, że wyrzeźbił ją Michał Anioł Buonarroti.

Michał Anioł, Pietà watykańska
Michał Anioł, Pietà watykańska

Im lepiej przyglądam się rzeźbie Michała Anioła, tym bardziej zdaje sobie sprawę, że przedstawia ona ludzki geniusz. Doskonale przemyślana kompozycja, obsesyjnie wypolerowany marmur, który nadaje nieziemski wymiar postaciom, a do tego antyczne ciało Chrystusa i delikatna uroda Matki Boskiej – wszystko to sprawia, że Pietà watykańska jest jednym z najwspanialszych dzieł rzeźbiarskich na ziemi i najpiękniejszą pietą spośród wszystkich innych. Autor, gdy ukończył swoje arcydzieło ok. 1500 roku miał zaledwie 24 lata.

Urażona duma

Wykonanie piety zlecił artyście francuski kardynał De Billheres. Rzeźba miała trafić na nagrobek zleceniodawcy który niebawem odszedł z tego świata. Przez dłuższy czas pieta znajdowała się właśnie w miejscu pochówku, czyli w kaplicy Św. Petronelli. Rzeźba Michała Anioła budziła ogromny zachwyt, ale do Bazyliki św. Piotra trafiła dopiero w XVIII w. Zanim jednak stała się jednym z wielkich dzieł artysty włoskiego renesansu, tuż po ukończeniu znawcy i widzowie, podziwiając rzeźbę, przypisywali ją innemu twórcy – Christoforowi Solariemu. Michał Anioł nie mógł znieść takiej zniewagi, zakradł się do kaplicy i na szarfie Maryi wykuł napis: „MICHAEL AGELUS[angelus] BONAROTUS FLORENT FACIEBAT”. To znaczy: „Wykonał Michał Anioł Buonarroti Florentczyk”. Podobno artysta żałował chwili pychy, toteż Pietà watykańska jest jedynym podpisanym dziełem Michała Anioła. Warto zwrócić uwagę, jak poszczególne litery autografu są wpisane jedna w drugą, i jak cisną się pod koniec zdania. To potwierdzałoby tezę, że autor wykonał inskrypcję pośpiesznie na ukończonej rzeźbie.

Rzeźby pełne sprzeczności

Pietà w kościele Św. Barbary w Krakowie
Pietà w kościele Św. Barbary w Krakowie

Pietà z włoskiego to miłosierdzie, litość, po łacinie oznacza miłość zgodną z powołaniem. W sztukach plastycznych to przedstawienie dewocyjne pojawiło się w XIV wieku, a zyskało popularność w okresie późnego gotyku. Piety w malarstwie i rzeźbie obrazują siedzącą Matkę Boską, która trzyma na rękach ciało zmarłego Jezusa. Pod względem formy jest to bardzo trudny motyw, ze względu na martwe, ciężkie i naznaczone wieloma ranami ciało ukrzyżowanego oraz ogromny ból i cierpienie Jego Matki. Jezus z gotyckiej Piety z kościoła Św. Barbary w Krakowie został ukazany proporcjonalnie, ale za to nienaturalnie zawisa w powietrzu. W rzeczywistości kobieta nie utrzymałaby w takiej pozie ciała dorosłego mężczyzny. Michał Anioł zdecydował się na znane z antyku posunięcie: zmienił proporcje. Maryja jest znacznie większa od spoczywającego na kolanach syna, którego może podtrzymywać tylko jedną ręką. Dzięki temu drugą ręką jest w stanie wykonać subtelny i teatralny gest rozpaczy.

Kolejną sprzecznością jest młoda twarz Matki Boskiej. Krakowska, gotycka Pietà przedstawia starszą, niezbyt urodziwą kobietę. U włoskiego przedstawiciela renesansu Maryja jest młodsza od swojego syna, co sam autor tłumaczył, że jako Niepokalana Dziewica jest ona wiecznie młoda.

Piękno ponad wszystko

Piramidalna kompozycja sprawia, że rzeźba jest monumentalna, a w rzeczywistości ma zaledwie 174 cm wysokości. Podobno sam autor wybierał kloc marmuru, a jego transport z toskańskiej Carrary do Rzymu trwał 9 miesięcy. Michał Anioł podobno polerował kamień słomą, by nadać mu zjawiskowy połysk. Ciała Chrystusa nie kalają ślady okrutnej męki, a jedynie symboliczne ślady po gwoździach i przebitym boku. Choć jest on nieco wychudzony, to i tak dominuje helleńska muskulatura. Wyraźnie widać każdy mięsień, a nawet żyły i ścięgna. Matka Boska nie rozpacza i nie zanosi się od szlochu, ale dystyngowanie spogląda na swojego syna. Jej przepastna szata, w której dosłownie zanurzony jest Jezus (wkłada palce w fałdy jak w wodę) nadaje dziełu dynamiczny, ekspresyjny wymiar kontrastujący ze spokojem postaci.

Nie wszyscy są w stanie docenić kunszt artysty i piękno rzeźby. 21 maja 1972 australijski geolog węgierskiego pochodzenia Laszlo Totha rzucił się na dzieło z młotkiem. Szaleniec miał wówczas 33 lata i podawał się za Jezusa. Skutecznie odłupił Matce Boskiej nos, pokiereszował twarz i pozbył się jej prawego ramienia. Na szczęście arcydzieło udało się zrekonstruować, a za wzór posłużyła wierna kopia znajdująca się w poznańskim kościele Matki Boskiej Bolesnej. Od tego czasu Pietà watykańska Michała Aniołą spoczywa za pancerną szybą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *