Wystawiony w 1863 roku w Salonie Odrzuconych wywołał prawdziwy skandal. Najsłabsze określenie jakim go określono to niestosowne. Znacznie częściej zaś uznawany był za wulgarny. Wyśmiewane, wykpione, podobno pełne błędów i braków technicznych. Taka była historia Śniadania na trawie Maneta. W każdym razie w pierwszych latach, a może dziecięcioleciach po jego powstaniu.

Obraz ten zapewne nie wzbudziłby ani jednej dziesiątej tych emocji, gdyby nie jeden jego element. Całkowicie naga kobieta, odważnie – a może wręcz wyzywająco – spoglądająca prosto w widza. Czy jest piękna? Na pewno nie tak, jak do tego przywykli akademicy. Naturalistycznie przedstawiona z ciałem pozbawionym idealizacji i wygładzania niekoniecznie wzbudzała zachwyt. Bez skrępowania jednak towarzyszy dwóm dżentelmenom, którzy w lasku czy parku oddają się przyjemności pikniku. Na drugim planie błąka się druga kobieta, zajęta toaletą w niewielkim stawie. Wydaje się być stanowczo za duża, jak na odległość jaka dzieli ją od piknikującej trójki. Niecodzienna ] perspektywa była zresztą przedmiotem krytyki niemal tak zajadłej, jak ta, którą obdarzono nagą damę.

Jednak nic, co dzieje się na płótnie nie jest przypadkowe. Manet swój obraz doskonale zaplanował – trójkąt tworzony przez postaci, statystyczna kompozycja piramidalna to powtórzenie obrazu Marcantonio Raimondi, który namalował w oparciu o zaginione dziś dzieło Sąd Parysa Rafaela. Z kolei niecodzienne umieszczenie obnażonej kobiety pośród mężczyzn w pełnym odzieniu to zapewne inspiracja tycjanowska. Wszakże właśnie Koncert wiejski był jednym z obrazów najczęściej kopiowanych w trakcie malarskiej edukacji.

Sam Manet opowiadając o tym, co chciał w swoim obrazie podkreślał, iż głównym aktorem Śniadania nie są mężczyźni, nie jest to nawet nawiązująca kontakt z widzami dama. To światło. Światło, które mimo wyraźnej statyczności sceny, nadaje jej życie. Silne kontrasty między ciemnym sylwetkami mężczyzn i utrzymaną w podobnych tonach przyrodą a „jaśniejącą” nagością kobiety oraz jasną suknią brodzącej w wodzie dziewczyny, nie są wcale przypadkiem. To celowy efekt, doskonale zaplanowany eksperyment zestawienia plam barwnych.

Współcześni Maneta jednak nie zrozumieli – nie podjęli gry z formą, techniką, konwencją oraz wielkimi mistrzami malarstwa. Śniadanie na łonie natury zyskało swoich zwolenników dopiero w XX w. I to niekoniecznie w pierwszych jej latach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *