gierymski maksymilian patrolPatrol powstańców styczniowych zatrzymuje wędrownego chłopa na wiejskiej drodze. Takie sceny mogły rozgrywać się codziennie między 1863 rokiem a jesienią roku 1864. Dlaczego więc malarz zdecydował się uwiecznić taki temat na swoim dziele – Patrolu powstańczego? Bo w tej zwykłej sytuacji był w stanie oddać losy powstańców. Ich niepewność, samotność, nadzieje.

Obraz namalowany tuż przed śmiercią artysty jest podzielony linią horyzontu idealnie w połowie. Na biegnącej w głąb dzieła piaszczystej drodze, poznaczonej bruzdami przejeżdżających wozów stoi trzech jeźdźców, czwarty nieco oddalony wraca na koniu w stronę majaczącego w oddali oddziału. Tyłem do widza został przedstawiony w sukmanie wędrowny dziad z kosturem i torbą podróżną przewieszoną przez ramię. Po prawej stronie widać resztki płotu. Gierymski, przedstawiciel dojrzałego realizmu, dużą wagę przywiązywał w swoich obrazach do pejzażu, który stawał się dodatkowym bohaterem obrazu. Płaski teren, równina z marnymi krzakami nie sprzyja wojennym podchodom. Oddziały są widoczne z oddali i żołnierzom ciężko jest się ukryć czy zasłonić.

Nastrój tego obrazu wciąga widza w scenę i zmusza do zastanawiania się. Cztery postacie z pierwszego planu patrzą w jednym kierunku. Jeździec najbliżej widza odwrócony tyłem musi specjalnie wyciągnąć się w siodle, aby spojrzeć w tamtą stronę. Malarz po mistrzowsku odmalował na ich twarzach niepewność i oczekiwanie. Na co patrzą powstańcy? Na zmierzający w ich kierunku oddział armii rosyjskiej? Z tego powodu jeden z jeźdźców oddala się w stronę rozpływających się z linią horyzontu koni? Wydaje się, że oddział do którego jedzie zmierza właśnie w ich stronę – w końcu zadaniem patrolu, jako forpoczty jest sprawdzenie, czy w pobliżu nie napotka się wrogich jednostek.

Jednak ten uchwycony przez Gierymskiego stan wstrzymania każe nam się jeszcze zastanowić. Powstaniec w środku trzyma strzelbę tak, jakby niedawno oddał strzał w powietrze, o czym może świadczyć obłok po jego prawej stronie. Pozostali wcale nie zachowują się jakby gotowali się do walki. Oni sami tak jak widz nie są pewni, na co patrzą. Na ich twarzach nie widać strachu, grozy, raczej niepokój i napięcie. Może jakiś ciekawski pachołek schował się w krzakach, może chcą wybadać, czy przypadkiem nie zdąża w ich kierunku przyjacielski oddział?

Nie odpowiemy na te pytania, jednak nastrój i uchwycenie fotograficznego momentu uruchamiają wyobraźnię. Gierymski zachowuje się jak reportażysta. Stara się oddać w zwykłych scenach grozę powstania styczniowego. Używa do tego zupełnie innych środków niż Artur Grottger w cyklu Polonia, lecz niemniej sugestywnych. Natomiast sposobu kadrowania od Gierymskiego mógłby uczyć się niejeden współczesny korespondent wojenny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *