Gościnnie o autorze Pomarańczarki i jego pracach opowie pasjonatka sztuki, Magdalena Smenda. Wystawę w Muzeum Narodowym w Warszawie można było oglądać do 10 sierpnia [MB].

Poeta światła w cieniu brata.

Pisząc o Aleksandrze Gierymskim, nie sposób nie wspomnieć o jego nie mniej znanym bracie Maksymilianie. Już choćby sam tytuł warszawskiej wystawy „Aleksander Gierymski. 1850-1901” – zdaje się sygnalizować swoistą niesprawiedliwość losu. Młodszy z braci miał prawie dwa razy więcej czasu na wykorzystanie swojego talentu, co nie zostało dane zmarłemu młodo Maksymilianowi. Być może właśnie z tego dodatkowego czasu na artystyczne przefiltrowanie rzeczywistości wynika wielość tematów, jakie poruszał w swojej twórczości Aleksander. Od odrzucenia matejkowskiego malarstwa historycznego, przez nieśmiałe próby dotknięcia tematyki wojskowej (kompleks brata?), liczne sceny rodzajowe (niewątpliwy wpływ szkoły monachijskiej), a w końcu iście impresjonistyczne skupienie na roli światła i barwy w obrazie. Powtarzając za Zenonem Przesmyckim: A. był „poetą światła uganiającym się niezmordowanie i aż rozpaczliwie za samą światła istotą”.

Malarz melancholii.

W altanieNajlepszym przykładem, odzwierciedlającym te słowa, jest rzecz jasna W altanie oraz licznie zgromadzone w MNW szkice do tego obrazu, pozwalające prześledzić drogę do efektu finalnego. Efektu odurzającego jasnym, delikatnym, przepełnionym promieniami słońca przedstawieniem wolnych chwil ludzi z wyższych sfer.

Naturalistyczna dbałość o szczegół w połączeniu z bezbłędną wrażliwością na rolę światła sprawia, że czujemy się częścią tego letniego, słonecznego, idyllicznego dnia.

Nie mniejsze wrażenie wywiera treściowo inne dzieło, czyli Święto trąbek. Niczym kronikarz swoich czasów Gierymski przedstawił wieczorną modlitwę wyznawców religii mojżeszowej nad brzegiem Wisły. Rzeka tak spokojna, w melancholijnym bezruchu bezładnie rozrzuconych barek i tratw, pozwala uzyskać elegijny nastój modlitwy charakterystyczny raczej dla monumentalnych wnętrz katedr aniżeli skromnych brzegów rzecznych.

święto trąbekPodobnie oddziałuje liryczna atmosfera żałoby rodziców po śmierci dziecka w Trumnie chłopskiej. Artysta goszczący w latach 1893-1894 w podkrakowskich (wtenczas) Bronowicach u Anny i Włodzimierza Tetmajerów, miał okazję obserwować i zachować na płótnie życie chłopów tamtego okresu. Pytanie czy Chłopiec w słońcu z ponadczasowym chochołem niesionym na młodzieńczych barkach jest natchnioną zapowiedzią sławetnego weselnego tańca pozostaje otwarte.

Trumna chłopska

Gierymski wciąga.

Wystawa w mistrzowski sposób pokazuje wszechstronność malarza, który nie ograniczając się do naturalizmu i realizmu, jak często w ogólnikowy i zawężający sposób jest definiowany, czerpał garściami z impresjonizmu oraz symbolizmu. Pocztówki z obcych miast (nieśmiertelnie inspirujące włoskie krajobrazy), bałtyckie wybrzeże, zamknięte w kapsule czasu fragmenty przedwojennej Warszawy z zaniedbanym Solcem i Powiślem na czele, seria rycin egzotycznych piękności – Gierymski wciąga i nikogo nie pozostawia obojętnym. Różnorodność tematyki i stylów jest fenomenem na skalę nie tylko krajową. Choć, jak nierzadko w przypadku prekursorów miało to miejsce, ostatnie lata jego życia były naznaczone chorobą psychiczną, a jego sztuka raczej pomijana niż doceniana. Teraz niejako post mortem mamy okazję oddać mu zasłużony hołd. Aleksander Gierymski w Warszawie – obowiązkowo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *