Van Gogh Alive
Van Gogh Alive

Zamiast zdobionych sal muzeum lub transparentnych ścian galerii namiot Centrum Wystawowego przy Stadionie Narodowym. Zamiast oryginalnych płócien wielkiego mistrza, prezentacje multimedialne na olbrzymich banerach. Tak współcześnie wygląda wystawa dzieł jednego z najlepszych malarzy XX wieku – Vincenta van Gogha.

Van Gogh Alive” to wystawa, która objechała już większą część globu, a w listopadzie zawitała do Warszawy. O tym wydarzeniu trudno jednak mówić jako o wystawie dzieł holenderskiego malarza, ponieważ nie zobaczymy na niej ani skrawka oryginalnego płótna. Słuszniej będzie mówić o multimedialnej prezentacji, która wyznacza nowe trendy w wystawiennictwie twórczości mistrzów z światowego kanonu oraz jest zupełnie nową formą percepcji sztuki. Połączenie światła, nastrojowego dźwięku i malarstwa w dużej skali jest ciekawym sposobem na przyciągnięcie zwiedzających do multimedialnej galerii, ale w przypadku van Gogha o tłumy raczej nie byłoby trudno, gdyby w Warszawie pojawiły się oryginalne dzieła.

Zobaczyć więcej i więcej doznawać

Clou prezentacji stanowi nowoczesna technologia Sensory4, która pozwala wyświetlić obrazy w bardzo dużej rozdzielczości praktycznie na całej powierzchni przestrzeni wystawienniczej, na ścianach, podłodze, suficie. Nastrój zmieniających się obrazów podkreśla puszczona w tle ścieżka dźwiękowa w kinowej jakości. Twórcy wystawy „Van Gogh Alive” informują, że zaprezentowano 3 tysiące obrazów artysty. Trzeba jednak uściślić, że nie chodzi tu o pojedyncze dzieła, ale również o fragmenty tych samych płócien, skany listów, zdjęcia. Największą zaletą tego typu prezentacji jest właśnie możliwość zobaczenia w bardzo dobrej rozdzielczości i w dużym przybliżeniu detali, pociągnięć pędzla, miejsc, w których mieszają się farby, a barwy przechodzą jedna w drugą.

W wirtualnej wędrówce po twórczości malarza znalazła się dodatkowa „rzeczywista” atrakcja w postaci pokoju van Gogha. Obiekt jest dokładną reprodukcją pomieszczenia, które artysta uwiecznił na obrazie Pokój w Arles.

Wizyta w galerii bez obrazów

Taki sposób prezentacji dzieł sztuki jest zdecydowanie bardzo atrakcyjny, oddziałuje na zmysły i stanowi kuszącą alternatywę dla muzealnej kontemplacji. We wszechobecnej technologii 3D i multimedialności nowoczesna forma zwiedzania to naturalna droga dla wystawiennictwa. Tego typu prezentacje pozwalają zanurzyć się w świecie artysty, którego dzieła otaczają widza z każdej strony. Jednak ma to i swoje wady i budzi pewne wątpliwości. Po pierwsze, nawet najdokładniejsze multimedialne zaprezentowanie dzieł nie zastąpi poczucia obcowania z oryginalnym płótnem, po którym malarz wodził pędzlem nakładając farby, i za które ludzie są skłonni płacić niebotyczne kwoty. To kwestia fetyszu, który są w stanie zrozumieć miłośnicy sztuki. Po drugie, taka wizualizacja nakłada na widzów obowiązek podporządkowania się określonej narracji. Nie można zatrzymać się przy jednym dziele, czy wrócić do poprzedniego, gdyż obrazy ciągle się przewijają. Każda prezentacja, nawet w formie tradycyjnej jest już interpretacją, ale tu trzeba przygotować się na konkretną opowieść.

Nowoczesna technologia pozwala zupełne inaczej doświadczać sztukę i niesie mnóstwo nieznanych do tej pory możliwości. Gdyby jednak udało się zgromadzić w Polsce choć część prawdziwych dzieł autora Gwiaździstej nocy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *