straż nocnaJedno z najsłynniejszych arcydzieł światowego malarstwa nosi tytuł, który zupełnie zmienia jego znaczenie. Jest to obraz owiany legendą, która niewiele ma wspólnego z rzeczywistością.

Obraz Rembrandta skrywa znacznie więcej tajemnic, ale warto rozwiać przynajmniej te, które zupełnie zmieniają jego znaczenie. Uporajmy się z mitami na temat „Straży nocnej” Rembrandta van Rijn.

Dwa tytuły – żaden prawdziwy

Zacznijmy od podstawowej sprawy, czyli nazwy tego obrazu. Kryje się za tym wręcz sensacyjna historia z nożownikiem, który próbując zniszczyć obraz, pokazał go światu z nowej strony. Najbardziej rozpowszechnionym tytuł tego arcydzieła, utrwalony w kulturze popularnej brzmi Straż nocna. Wiązało się to z ponurym nastrojem, ciemnymi barwami i atmosferą jak w nokturnie. Tytuł ten utrwalił się w XIX w., gdyż romantykom szczególnie przypadł do gustu charakter tajemniczości ukazany w dziele. W 1975 r. pewien szaleniec rzucił się z nożem na obraz Rembrandta. Chcąc zniszczyć obraz, niespodziewanie sprawił, że przywrócono mu jego pierwotny wygląd. Porysowane płótno trafiło do renowacji, gdzie usunięto zbrązowiałą warstwę wierzchnią. Okazało się, że obraz ukończony w 1642 roku pokrywa warstwa werniksu, który z czasem poważnie ściemniał, naddając dziełu mroczny nastrój. Straż nocna nie ma więc nic wspólnego z nocą.

Drugi tytuł, który również nie pochodzi od malarza brzmi Wymarsz strzelców. Nazwa dzieła opisuje rozgrywającą się scenę (jest tytuł deskryptywny), jest więc bardziej uprawomocniona. Rzeczywiście scena przedstawia formowanie się oddziału, lecz nie chodzi tu także o zwykłych strzelców. To grupa arkebuzerów, czyli formacji paramilitarnej, posługujących się XVI-wieczną bronią palną, czyli arkebuzerami. W Holandii czasów Rembrandta były to oddziały zamożnych mieszczan, którzy strzegli porządku i dbali o bezpieczeństwo.

Obraz powstał na zamówienie amsterdamskich arkebuzerów z kompanii Cocqa. Miał to być portret grupowy, bardzo popularna ówcześnie metoda uwiecznienia i wysławienia co bogatszych obywateli i oczywiście źródło dochodów artystów. Dlatego też rzeczywisty tytuł nadany przez samego artystę brzmi mało poetycko: Kompania Fransa Banninga Cocqa i Willema van Ruytenburcha.

Artysta (nie)odrzucony

Drugi mit dotyczy historii obrazu, który podobno nie spodobał się fundatorom i stał się powodem odrzucenia Rembrandta. To legenda uknuta przez ucznia mistrza, Samuela Hoogstrate’a, którą chętnie upowszechniono w epoce romantyzmu. Żadne źródła nie podają, aby obraz nie przypadł do gustu któremuś z 18 sportretowanych gwardzistów. Co więcej dzieło zostało opłacone i zawisło w wyznaczonym miejscu w sali milicji obywatelskiej.

Nowatorstwo Rembrandta mogło być powodem powstania tej legendy. Malarz jako pierwszy wśród niderlandzkich twórców stworzył grupowy portret w ujęciu dynamicznym. Do tej pory postacie były umieszczane w jednym rzędzie i statycznie, np. zasiadające przy stole. Tu wszystkie postacie są poruszone, wykonują gesty. Obraz jest pełen życia i ruchu. Rembrandt zastosował na tym obrazie obmyśloną przez siebie technikę uzyskiwania głębi. Według antycznej zasady, wykorzystującej złudzenie optyczne, ciepłe, ciemne barwy wydają się być bliżej, a zimne i jasne oddalają. Właściwe operowanie kolorami ma sprawiać wrażenie perspektywy – to tzw. perspektywa barwna lub inaczej „dziedzictwo Apellesa”. Przyjrzyjmy się obrazowi Rembrandta: na pierwszym planie stoją Cocq i van Ruytenburch. Pierwszy ubrany w czarny strój, drugi dla kontrastu w jasnożółty mundur. W głębi zaś znajduje się ubrana w świetlistą suknię dziewczyna.

Wydawałoby się więc, że Rembrandt popełnił błąd lub nie znał podstawowej zasady perspektywicznej. Nic bardziej mylnego. Artysta zastosował autorską technikę szorstkości. Malarz zauważył, że szorstka faktura spełnia tę samą rolę, co ciepłe barwy, a gładkie powierzchnie sprawiają wrażenie bardziej oddalonych. W ten sposób, wykorzystując szorstkość płótna, uzyskał efekt głębi, jednocześnie podkreślając kontrastami znaczące postaci portretowanych.

To zrozumiałe, że rozjaśniając postać na pierwszym planie zaznaczył jej obecność i potwierdził nową technikę, ale co z dziewczyną? Nie znalazła się ona tam przypadkowo i nie przypadkowo wyróżnia się jasnością, chociaż znajduje się na dalszym planie. Zabita kura, którą trzyma za pasem ma znaczenie symboliczne. Jej wyraźnie widoczne pazury (klauv) i arkebuzer (klovenier) to po holendersku dwa podobnie brzmiące słowa. Poza tym wyglądem przypomina żonę artysty – Saskię van Uylenburgh, która zmarła podczas prac nad obrazem, ale to już spekulacje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *