Gdyby zapytać stu miłośników sztuki czy jej kolekcjonerów o to, czym są dla nich obrazy, które zdobią ściany ich domów lub co sprawia, że któryś podziwiają szczególnie, otrzymalibyśmy zapewne sto różnych odpowiedzi. To, co składa się na nasz odbiór sztuki jest bowiem na wskroś subiektywne – filtrowana przez nasze poglądy, emocje, styl życia czy fascynacje.

I ten fenomen sztuki, na której wartość składa się mozaika przeróżnych okoliczności czy wręcz splotów zdarzeń, mogliśmy niedawno zaobserwować. Kilka dni temu, podczas wieczoru aukcyjnego w Sotheby’s w Londynie odbyła się licytacja prac należących do niezwykle różnorodnej kolekcji sztuki zmarłego w styczniu Davida Bowiego. I pewnie nie byłoby w tym wydarzeniu niczego niezwykłego, gdyby nie to, iż niemalże każde dzieło wystawione na aukcję przekroczyło estymowaną cenę – niektóre nawet bardzo. Ostatecznie, licytacja zakończyła się wynikiem 24,4 milionów funtów oraz 11 nowymi rekordami sprzedażowymi.

Zbór słynnego muzyka składał się przede wszystkim z obrazów XX-wiecznych brytyjskich artystów, mało znanych i nieszczególnie cenionych w latach dziewięćdziesiątych, czyli tym okresie, w którym powstawała kolekcja. Wiele dzieł łączy jednak specyficzny gust kolekcjonera – był on zafascynowany obrazami dziwacznymi, nietypowymi, trudnymi w odbiorze i nierzadko mrocznymi.

Aukcja Sotheby's
żródło: Sotheby’s

Takimi choćby jak niezwykle niepokojąca praca Franka Auerbacha, przedstawiająca portret jego kuzynki. Twarz, wręcz przypominająca czaszkę, wpisuje się w dominujący temat malarza, który w swoich dziełach często nawiązywał do śmierci członków swojej rodziny w obozach koncentracyjnych II wojny światowej. Gerda, była jedyną osobą, którą miał okazję spotkać po tym, jak na początku lat trzydziestych, jako dziecko, wyjechał w Wielkiej Brytanii. Wartość obrazu została oszacowana przez Stoheby’s na sumę od 300 do 500 tysięcy funtów. Podczas aukcji sprzedano ją za…ponad 3,2 milionów funtów.

Czy to nagłe zainteresowanie sztuką Auerbacha? Czy moda na mroczne, niepokojące dzieła? Niekoniecznie. To najpewniej swoisty „efekt Bowiego” – nadanie znaczenia, przypisanie rangi pracy, w związku z tym, kto był jego poprzednim właścicielem. Być może, wysoką cenę osiągnął więc nie tyle sam Auerbach, który na aukcji tej„osiągnął” swój rekord sprzedaży, a sam Bowie. To pozostałości po słynnym rockmanie, części jego życia okazały się tak niezwykle rozchwytywane – swoiste relikwie wielkiego artysty, które na całe szczęście nie są częściami jego ciała, jak w przypadku chrześcijańskich świętych, a interesującymi i wzbudzającymi emocje obrazami.

Ale to oczywiście tylko teoria…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *